Dwa równoległe rynki - BPO i wszystko inne
Kraków od kilkunastu lat jest stolicą polskiego sektora usług wspólnych (BPO/SSC). Capgemini, Shell, IBM, ABB, HSBC, State Street i kilkadziesiąt innych globalnych centrów zatrudnia łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób na stanowiskach analitycznych, finansowych i obsługi klienta. To nie byłoby istotne dla rekrutacji operacyjnej, gdyby nie jeden szczegół: stawki entry-level w call center sieci międzynarodowych w Krakowie zaczynają się od 32-35 zł brutto/h z premią roczną i benefitami pozapłacowymi. Pracownik, który w Łodzi czy Lublinie poszedłby na produkcję za 28 zł, w Krakowie wybiera biuro z klimatyzacją, dofinansowaniem karty sportowej i dwoma językami obcymi w CV.
Skutek dla pracodawców produkcyjnych i logistycznych jest fundamentalny: klasyczna pula kandydatów (młodzi Polacy z miasta, absolwenci szkół średnich, osoby zmieniające pracę po pierwszych dwóch-trzech latach) jest w Krakowie strukturalnie odsysana przez BPO. Nie da się tego zmienić podwyżką stawki o złotówkę ani lepszym ogłoszeniem. To wymaga zmiany puli kandydatów, a nie sposobu komunikacji do tej samej puli.
W praktyce oznacza to, że krakowska rekrutacja operacyjna od kilku lat opiera się głównie na pracownikach migracyjnych z Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Mołdawii. To kandydaci o innym profilu motywacyjnym (lojalność długoterminowa, gotowość do pracy zmianowej, niska wrażliwość na status zawodu), niekonkurujący bezpośrednio z BPO o tego samego pracownika. Agencje, które tej puli nie obsługują albo obsługują źle, w Krakowie nie są w stanie skutecznie pracować - bo polski kandydat lokalny dla projektu produkcyjno-logistycznego praktycznie się skończył.
„Polski kandydat lokalny dla typowej produkcji w Krakowie praktycznie się skończył. Pula migracyjna nie jest "alternatywą" - jest fundamentem.”
