Najsilniejsza polska baza pracowników z Ukrainy - bliskość, więzi, stabilność
Lubelszczyzna jest jedynym polskim regionem, dla którego Ukraina nie jest „obcym krajem" tylko bezpośrednim sąsiadem o wspólnej historii. Granica polsko-ukraińska przebiega 100 km od Lublina, główne przejścia (Dorohusk, Hrebenne, Zosin) są w zasięgu godzinnego dojazdu. Historyczne więzi z zachodnią Ukrainą (Lwów, Wołyń, Halicz) sięgają wieków, a w okresie międzywojennym Lubelszczyzna i zachodnia Ukraina były częścią jednego organizmu administracyjnego II Rzeczypospolitej.
Z perspektywy rynku pracy oznacza to coś, czego nie ma żaden inny polski region - pula pracowników z Ukrainy w Lublinie nie jest „migracją zarobkową" w klasycznym sensie, tylko kontynuacją wielowiekowej mobilności wewnątrzregionalnej. Pracownik z Lwowa albo Łucka, który decyduje się na pracę w Lublinie, nie traktuje tego jako „emigracji do innego kraju" - to dla niego tak samo normalny ruch jak dla mieszkańca Bytomia praca w Tychach.
Praktyczne konsekwencje są dwojakie. Po pierwsze - najwyższa w Polsce stabilność kadry ukraińskiej. Pracownicy w naszej bazie lubelskiej zostają u jednego klienta średnio 14-18 miesięcy, w porównaniu do 8-12 miesięcy w bazie warszawskiej i 6-9 miesięcy w trójmiejskiej. Wynika to z bliskości rodziny w Ukrainie (regularne weekendy w domu zamiast rzadkich wizyt raz na pół roku), znajomości kulturowej z polskimi pracodawcami i niskiej skłonności do dalszej migracji do Niemiec czy Czech.
Po drugie - istotna dwujęzyczność lokalna. Wielu mieszkańców wschodniej Lubelszczyzny mówi po ukraińsku albo rozumie ukraiński z domowych więzi rodzinnych z dawnymi Kresami Wschodnimi. To upraszcza komunikację z kadrą migracyjną i obniża barierę wejścia do projektów wymagających pracy zespołowej. W praktyce w lubelskich projektach mistrzowie zmiany często komunikują się z pracownikami w mieszanym języku polsko-ukraińskim - jest to skuteczne i powszechnie akceptowane.
„Lubelszczyzna ma najsilniejszą krajową bazę pracowników UA - średnia stabilność kadry 14-18 miesięcy u jednego klienta, dwa razy dłużej niż w Warszawie.”
